Konkurs piękności jest jedną z niewielu rzeczy w tej branży, do których można zgłosić się bez portfolio, bez agencji i bez znajomości. To sprawia, że w pytaniach początkujących modelek wraca on stale, zwykle w wersji: czy to w ogóle coś daje, czy to strata czasu. Odpowiedź jest podzielona, bo konkurs daje kilka konkretnych rzeczy i nie daje kilku innych, o których początkujące kandydatki myślą, że dostaną je w pakiecie.
Co konkurs realnie daje
Pierwsza rzecz to zdjęcia. Regionalne eliminacje i finały obsługują fotografowie wynajęci przez organizatora, a kadry z castingu, z prób i z samej gali są robione w warunkach, których osoba bez dorobku nie zorganizuje sobie sama: światło sceniczne, makijaż, stylizacja, tłum na widowni. Nawet jeśli nie wszystkie te zdjęcia nadają się do portfolio, zwykle kilka się nadaje, i są to kadry innego typu niż polaroidy przy oknie.
Druga rzecz to wystąpienie przed publicznością i przed jury. Praca modelki polega w dużej części na tym, żeby nie zesztywnieć, kiedy patrzy na Ciebie dziesięć osób i jedna z nich ocenia. Casting, próby i wyjście na scenę w finale są tanią i szybką formą przetrenowania tego odruchu. Ludzie, którzy mają za sobą jeden występ przed salą, zachowują się na castingu komercyjnym inaczej niż ludzie, którzy nie mają za sobą żadnego.
Trzecia rzecz to kontakty. Wokół konkursu kręcą się fotografowie, wizażystki, styliści, organizatorzy pokazów, czasem przedstawiciele lokalnych agencji i marek, które sponsorują galę. Nikt Ci ich nie przedstawi z urzędu, ale wszyscy są w jednym miejscu przez jeden weekend, co w normalnym trybie zajmuje pół roku korespondencji.
Czwarta rzecz to materiał do portfolio w szerszym sensie niż same zdjęcia: wpis o udziale w konkursie, nazwa tytułu, jeśli jakiś padnie, i data. W formularzu zgłoszeniowym do agencji jest pole na doświadczenie i lepiej mieć w nim jedną prawdziwą linijkę niż pustkę. Co jeszcze powinno znaleźć się w takim zestawie, rozkłada na czynniki wpis o tym, co powinno zawierać portfolio modelki.
Piąta rzecz, najrzadziej wymieniana, to weryfikacja własnej decyzji. Dwa dni na castingu i za kulisami pokazują, czy ta praca w ogóle Ci odpowiada, zanim podpiszesz z kimkolwiek umowę na dwa lata.
Czego konkurs nie daje
Konkurs nie jest umową z agencją. Wygrana, tytuł wojewódzki czy miejsce w finale nie tworzą żadnej relacji handlowej, nikt nie ma po nich obowiązku szukać Ci zleceń ani odbierać za Ciebie telefonów. Jeśli po konkursie chcesz reprezentacji, zgłaszasz się do agencji tak samo jak wszyscy, tyle że z lepszym zestawem zdjęć i z jedną linijką doświadczenia.
Konkurs nie gwarantuje zleceń. Nie ma mechanizmu, który zamienia koronę na booking, i finalistki bez zleceń są równie częste jak finalistki z bookingami. Zlecenia biorą się z tego, że ktoś szuka konkretnego typu urody do konkretnej kampanii i znajdzie Cię tam, gdzie akurat patrzy: w bazie agencji, w katalogu, w ogłoszeniu castingowym.
Konkurs nie zastępuje pomiarów, aktualnych zdjęć i opisanego profilu. To są rzeczy, których szuka osoba obsadzająca sesję, i żaden tytuł ich nie wyręczy. Konkurs nie jest też szkołą zawodu: nie nauczy Cię pracy przed obiektywem w takim zakresie, w jakim nauczy tego pięć dni zdjęciowych.
Agencja od razu czy najpierw konkurs
Ścieżka pierwsza, czyli agencja od razu, wygląda tak: robisz polaroidy, spisujesz obwody, wysyłasz zgłoszenie przez formularze kilkunastu agencji i czekasz. Zaleta jest oczywista: jeśli agencja Cię przyjmie, wchodzisz od razu w obieg płatnych zleceń, a od pierwszego dnia ktoś negocjuje stawki za Ciebie. Wada też jest oczywista: agencje odrzucają większość zgłoszeń, często bez odpowiedzi, a osoba bez jednego zdjęcia w portfolio i bez żadnej historii wygląda w tej skrzynce jak każda inna. Jak ten mechanizm działa od środka, opisuje wpis o pracy w agencji modelek.
Ścieżka druga, czyli najpierw konkurs, jest wolniejsza, ale ma niższy próg wejścia. Zgłoszenie przyjmuje się bez dorobku, więc brak portfolio nie jest powodem odrzucenia na wstępie. Po drodze powstają zdjęcia i doświadczenie sceniczne, a dopiero potem wysyłasz zgłoszenia do agencji, z materiałem zamiast z pustym załącznikiem. Koszt tej ścieżki to czas: kilka tygodni albo kilka miesięcy, zależnie od harmonogramu eliminacji.
W praktyce te ścieżki się nie wykluczają i najsensowniej prowadzić je równolegle. Zgłoszenie do agencji nie blokuje udziału w konkursie, a udział w konkursie nie zamyka drogi do agencji. Jedyna sytuacja, w której trzeba uważać, to podpisana wcześniej umowa na wyłączność, która potrafi wymagać zgody agencji na wystąpienia publiczne. Zanim zgłosisz się do konkursu, sprawdź w umowie, czy taki zapis tam jest.
Ile to kosztuje i czego wymaga
To jest miejsce, w którym warto policzyć, zanim się zdecydujesz, bo w branży pełnej opłat wstępnych konkurs bywa jednym z tańszych wejść. Zgłoszenie wysyła się online, bez portfolio i bez sesji zdjęciowej na własny koszt: nabór do konkursu Miss Polek jest otwarty przez formularz i bezpłatny, udział również nic nie kosztuje, a jedynym realnym wydatkiem po stronie kandydatki jest dojazd na casting. Sam casting jest stacjonarny, odbywa się w mieście wojewódzkim i przechodzi bez pomiarów ciała.
Formalne progi są proste: kategorie wiekowe to 14 do 17 lat za zgodą opiekuna oraz 18 do 25 lat, a tatuaże nie wykluczają ze startu. Po akceptacji zgłoszenia profil trafia do galerii swojego miasta i bierze udział w publicznym głosowaniu z jawnym rankingiem, w którym jeden głos na osobę na dobę jest bezpłatny. Przy kwalifikacji jedno miejsce przypada z głosowania, pozostałe przyznaje jury, więc sama popularność w sieci nie przesądza o wyniku. Finał odbywa się na żywo, a tytuły przyznaje jury: Miss miasta, koronę województwa z nagrodą 1 000 zł i koronę krajową z nagrodą 25 000 zł. Zwyciężczynie województw w obu kategoriach, czyli trzydzieści dwie dziewczyny, lecą na czternaście dni na Malediwy.
Jak wykorzystać start po fakcie
Udział zamienia się w cokolwiek zawodowego dopiero wtedy, gdy zrobisz z nim trzy rzeczy w ciągu dwóch tygodni po gali.
- Zbierz zdjęcia. Poproś fotografów o kadry i o zgodę na wykorzystanie ich w portfolio. Wybierz cztery do sześciu, w których widać Twoją twarz i sylwetkę, a nie scenografię.
- Zaktualizuj profil. Wymień zdjęcia na nowe, sprawdź obwody i wpisz udział w konkursie w pole doświadczenia. Profil w katalogu jest bezpłatny i to on odpowiada na zapytania produkcji, kiedy szuka konkretnego typu.
- Wyślij zgłoszenia. Do agencji, których specjalizacja pasuje do Twojego typu, i na ogłoszenia z tablicy castingów. Teraz masz do nich załącznik, którego dwa miesiące wcześniej nie miałaś.
Kolejność jest tu istotna. Nowe zdjęcia bez zaktualizowanego profilu nie generują żadnego zapytania, bo nikt ich nie widzi.
Kiedy konkurs nie ma sensu
Nie każda kandydatka coś z tego wyniesie. Jeśli masz już kilkanaście dni zdjęciowych, komplet aktualnych zdjęć i agencję, konkurs niczego istotnego nie doda, a zajmie kilka weekendów. Jeśli celujesz wyłącznie w wybieg wysokiej mody albo w wąską specjalizację komercyjną, na przykład zdjęcia dłoni albo obsadę produktową, droga prowadzi przez agencje i castingi branżowe, nie przez galę.
Nie ma też sensu udział w wydarzeniu, które pobiera opłatę wpisową, wymaga obowiązkowej płatnej sesji u wskazanego fotografa albo zakupu pakietu startowego. Zasada jest identyczna jak przy agencjach: w tej branży pieniądze płyną do osoby pracującej przed obiektywem, a nie od niej. Każdy przepływ w drugą stronę oznacza, że to Ty jesteś klientem, nie produktem, i że model biznesowy organizatora opiera się na liczbie zgłoszeń, a nie na tym, co się z nimi dalej dzieje.
Dla wszystkich pozostałych, czyli dla osób bez portfolio, bez agencji i bez pewności, czy ta praca to w ogóle ich bajka, rachunek wychodzi prosto. Kilka weekendów i koszt dojazdu w zamian za zdjęcia, scenę, kilka kontaktów i pierwszą linijkę w polu doświadczenia. To nie jest kariera, ale jest to punkt wyjścia, którego z pustego profilu się nie zbuduje.